W tym odcinku Bliskich Rozmów gościmy Marcina, który otwarcie opowiada o dorastaniu w rodzinie z problemem alkoholowym, depresji, pobycie w szpitalu psychiatrycznym i próbie odebrania sobie życia.
Dziś mówi o swojej przeszłości bez wstydu. Pokazuje, że terapia, wsparcie i praca nad sobą mogą zmienić życie oraz dać nadzieję innym osobom zmagającym się z podobnymi doświadczeniami.
W rozmowie poruszamy m.in.:
jak czuł się w rodzinie z problemem alkoholowym,
jak wyglądała walka z depresją,
co dał pobyt w szpitalu psychiatrycznym,
dlaczego warto sięgnąć po pomoc,
jak zamienić bolesną historię w źródło siły.
Jeśli odnajdujesz się w tej historii lub znasz kogoś, kto przeżywa podobne trudności, pamiętaj nie musisz radzić sobie z tym sam/a.
To są Bliskie Rozmowy, podcast,
w którym rozmawiamy o doświadczeniach,
emocjach, historiach,
w których ktoś może odnaleźć kawałek
siebie.
Dzisiaj ze mną jest Marcin,
który mówi o dorastaniu w rodzinie z
problemem alkoholowym.
Marcin dzisiaj również opowie o swojej
drodze do zdrowienia i o tym,
jak wspiera innych.
Witaj Marcin.
Dzień dobry, cześć.
Na początek chciałabym się ciebie, Marcin,
zapytać, bo ty prowadzisz blog,
opowiedz mi swoją historię i przede
wszystkim już od jakiegoś czasu mówisz o
swojej historii,
o swoim doświadczeniu i gdybyś miał
powiedzieć,
jak właściwie
Rozpoczęła się ta droga.
Skąd taki pomysł, żeby opowiadać,
dzielić się tym,
co właściwie się u ciebie w życiu działo?
Jeśli chodzi o sam pomysł na stworzenie
takiego miejsca w internecie,
w przestrzeni mediów społecznościowych,
no to on się zrodził całkiem dawno,
bo to był okres studiów,
kiedy jeszcze studiowałem na licencjacie
resocjalizację i generalnie właśnie czułem
taką wewnętrzną potrzebę,
żeby dzielić się swoją historią z innymi
ludźmi,
I też żeby pokazywać właśnie,
że mimo trudnego startu w życie,
mimo trudnego dzieciństwa,
można spróbować wybudować swoje szczęście,
wyjść na prostą,
korzystać z terapii i naprawdę starać się
żyć szczęśliwie w dorosłym życiu.
To, co mogę powiedzieć,
co mnie zainspirowało,
to oczywiście moje doświadczenia osobiste,
wychowywania się w rodzinie z problemem
alkoholowym.
Ja też jestem osobą,
która ma wysoką samoświadomość i też to
słyszałem od terapeutów,
od wielu innych ludzi,
z którymi rozmawiam.
które po prostu w swoim życiu spotykam.
I to też właśnie pomaga mi w tym,
że po prostu mogę się tą historią dzielić.
Ale przede wszystkim,
to co dla mnie najważniejsze w tym
wszystkim, to jest to,
że wyniosłem duże doświadczenia z terapii.
Jestem po trzech terapiach na ten moment.
Łącznie spędziłem w gabinetach
psychoterapeutów dziewięć lat,
więc to jest kawał czasu.
I też bardzo szybko zacząłem,
bo już w wieku czternastu lat pierwszy raz
pojawiłem się w gabinecie psychologa.
Po roku czasu już byłem u psychoterapeutu
uzależnień,
który też zajmuje się jakby pracą z
osobami z takich rodzin dysfunkcyjnych.
I uważam,
że gdybym tych terapii nie miał wcześniej
i nie trafił odpowiednio szybko na tą
pomoc,
to moje życie mogłoby wyglądać zupełnie
inaczej i podejrzewam,
że mógłbym nie mieć odwagi w sobie
żeby po prostu swoją historią się dzielić.
A to, co jakby przyświeca,
jaki cel moim działaniom,
to przede wszystkim to,
że chcę stworzyć miejsce,
gdzie ludzie będą mogli w sposób
bezpieczny dzielić się swoimi przeżyciami
i doświadczeniami.
To jest oczywiście jakby ich wybór.
Oni podejmują decyzje,
te osoby obserwujące mój profil,
czy chcą taką historię opowiedzieć,
czy chcą się po prostu podzielić czymś z
innymi.
po prostu też mnie zależy na tym,
żeby zwiększać taką świadomość społeczną,
bo uważam, że mimo,
że są pewne zmiany społeczno-kulturowe i
to media,
zwłaszcza te media mainstreamowe się
otwierają coraz bardziej na
na takie tego typu tematy, to uważam,
że i tak to jeszcze jest jakby za
wolno.
Mam wrażenie,
że w przestrzeni mediów społecznościowych
i w internecie jest dużo większa taka
swoboda,
żeby o tym gdzieś można było mówić.
Z takich ciekawostek w dwa tysiące
dwudziestym czwartym roku w lipcu
wystąpiłem w TVP trzy Katowice.
I właśnie to był taki moment,
kiedy zauważyłem,
że to środowisko mediów takich państwowych
zaczyna się otwierać, tego głównego nurtu,
czyli typu radio, telewizja, prasa,
aczkolwiek są działania cały czas
niewystarczające,
a w mediach społecznościowych jest więcej
przestrzeni właśnie,
żeby można się dzielić takimi
opowieściami.
To, na czym mi też zależy bardzo,
jeśli chodzi o moje działania w mediach
społecznościowych,
jak prowadzę ten profil,
to bardzo mi zależy na tym po prostu,
żeby dotrzeć do osób,
które jeszcze nie mają tej świadomości,
poprzez historię innych osób,
bo też zauważyłem taką tendencję,
że jak ktoś czyta taką historię,
no to zaczyna zastanawiać się nad swoją
historią, nad swoimi doświadczeniami,
swoimi przeżyciami i to też właśnie
wywołuje taką refleksję,
która pozwala innym zrozumieć, że to,
co przeżyli na przykład,
że to nie było normalne, po prostu,
że to było dysfunkcyjne,
że są osobami skrzywdzonymi
I to może być taki bodziec,
który spowoduje,
że te osoby sięgną po pomoc.
Więc jakby historia założenia tego
profilu, powiedzmy swoją historię,
jest taka po prostu,
że miałem wcześniej taki pomysł właśnie na
studiach, ale z racji tego,
że były inne obowiązki, były studia,
dusza praca i tak dalej,
nie było za bardzo możliwości i
przestrzeni, żebym tym się zająć.
A ja też nie lubię czegoś robić na
pół gwizdka.
Uważam,
że jeśli już chcę w coś się zaangażować,
to chcę to po prostu robić po prostu
najlepiej, jak potrafię.
Na bazie swoich doświadczenia,
na bazie swojej wiedzy,
umiejętności i tak dalej.
To cieszę się Marcin, że o tym mówisz,
bo nam też przyświeca właśnie taka idea,
żeby osoby,
które dzielą się swoim doświadczeniem,
mogły przekazać też taką informację
osobom, które tego słuchają,
że być może nawet pojawi się takie
poczucie, ja mam podobnie,
to być może,
jeżeli ta osoba przeszła taką drogę,
to ona też będzie dla mnie jakimś takim
wsparciem, być może kierunkiem,
czasami drogowskazem,
ja nie mówię kopiowaniem, tylko czymś,
o co czasami właśnie się można zaczepić.
Wspomniałeś o tym,
że w wieku czternastu lat rozpocząłeś
właściwie przygodę z terapią.
Co się takiego działo,
że Ty potrzebowałeś w wieku czternastu lat
umówić się do psychologa?
To był bardzo trudny okres w moim życiu,
bo już pamiętam,
że w wieku czternastu lat właśnie siedząc
w poczekalni,
czekając na swoją sesję terapeutyczną,
już pamiętam,
że pierwszy raz pomyślałem w swoim życiu o
śmierci.
Uważam,
że takie myśli nie powinien mieć żaden
nastolatek.
Ogólnie żadne dziecko nie powinno myśleć o
śmierci.
Dzieciństwo powinno być okresem, kiedy
Właśnie człowiek jakby dorasta,
przeżywa fajne chwile w rodzinie i tak
dalej, jest otoczony opieką, miłością,
taką potrzebą bezpieczeństwa,
a tego w moim domu kompletnie nie było.
I tego działo się bardzo dużo.
Ja też często wracam do swojego pierwszego
wspomnienia dzieciństwa, bo uważam,
że to wspomnienie akurat mnie mocno
definiuje i jakby też pokazuje,
że
było bardzo źle w tym domu,
a mianowicie mam przed oczami obraz,
nawet jak o tym mówię,
to mam cały czas to przed oczami,
jak mam pięć lat mniej więcej,
stoję w łóżeczku oparty o barierki tego
łóżeczka,
trzymam tam swoje rączki i mam przed
oczami obraz,
jak mój ojciec pod wpływem alkoholu
wyrzuca moją matkę za drzwi.
I to już jest takie pierwsze wspomnienie,
które pamiętam.
I uważam,
że to może być jedno z moich
najwcześniejszych wspomnień,
więc już takiego dość dużego kalibru.
Też nie chciałbym takiego wspomnienia w
ogóle mieć, w ogóle pamiętać.
Nawet pamiętam doskonale, nawet pamiętam,
jak o tym opowiadam, pamiętam w ogóle,
jak wyglądało pomieszczenie,
jak to dokładnie wyglądało.
Też jakby mam, może nie przed oczami,
ale jakby czuję ten jakby swąd tego
alkoholu, że ja to pamiętam,
że tak mocno wtedy już to czułem.
Więc to jest to pierwsze dzieciństwo,
które jakby zaczęło moje życie w takim
dużym stopniu.
Aczkolwiek w dorosłym życiu udało mi się
bardzo dużo zmienić, a też dzięki terapii.
U mnie w domu była przemoc ze strony
ojca, bo ojciec był osobą uzależnioną.
W sumie przestał pić, ale tylko dlatego,
że zdrowie mocno mu siadło.
No i mogę powiedzieć,
że po prostu jest obecnie w takim stanie
wegetatywnym,
bo już mu zdrowie całkowicie siadło.
Ale w domu było dużo przemocy,
było zaniedbanie emocjonalne.
Ja też byłem ofiarą właśnie agresji
fizycznej ze strony ojca.
Często właśnie byłem bity.
Moje siostry tak samo,
bo ja mam czwórkę rodzeństwa i same
siostry.
Ja byłem, tak powiem,
jedynym mężczyzną w tym domu poza ojcem.
Więc w obronie młodszego rodzeństwa...
Młodszy?
Trzy starsze, jedna młodsza.
No i więc w obronie starszego rodzeństwa
też stawałem, więc też mi się obrywało.
No ja pamiętam takie dzieciństwo,
jakbym miał też określić swojego ojca,
powiedzmy w jednym zdaniu czy kilku
słowach, no to mam wrażenie,
że on był taki po prostu nieobecny.
On jakby był fizycznie dostępny w domu,
był agresywny, ale mam wrażenie,
że takim duchem i takim pod kątem
emocjonalnym, psychicznym,
no to po prostu on był nieobecny.
Dużo było takich też przykrych sytuacji,
które mogę przytoczyć,
które pamiętam gdzieś tam właśnie z
dzieciństwa.
Na przykład była też taka sytuacja,
że ojciec pracował jako ochroniarz,
dorabiał sobie do renty socjalnej i
pewnego dnia, kiedy dostał wypłatę,
to zaplanował sobie,
że pójdzie ze swoimi kolegami z pracy po
prostu pić na jego zmianie.
No i pamiętam tą sytuację dlatego,
że moja matka to odkryła.
Poszła tam z babcią, czyli z jego mamą,
z mamą ojca sprawdzić,
jakby złapać na gorącym uczynku mojego
ojca.
No i właśnie przeprowadzili go do domu w
takim stanie, mocno nietrzeźwym,
po prostu był pijany.
I pamiętam, że była taka sytuacja,
że w pewnym momencie skończył im się
alkohol i ojciec, żeby pojechać,
wtedy pamiętam,
że pili chyba wódkę z tego, co pamiętam,
jakieś setki, więc wtedy wziął mój rower,
który dostałem na komunię od mojego
chrzestnego, po to właśnie,
żeby pojechać po alkohol.
I to mnie tak najbardziej uderzyło,
dlatego że on naruszał moją własność,
to była moja własność.
Ja nie wyraziłem żadnej zgody na to,
żeby on ten rower sobie wziął do takich
celów,
więc jakby ingerował w moją przestrzeń,
ingerował w moje dzieciństwo.
I to mnie tak najbardziej zabulało wtedy,
oczywiście temu rowerowi się nie stało,
był cały,
aczkolwiek to nie było fajne wspomnienie,
bo ja nie chciałem,
żeby w ten sposób wykorzystywany był mój
rower.
Tego też wieczoru, pamiętam,
że ojciec dostawał wtedy wypłatę w gotówce
i jeszcze gdzieś,
kiedy właśnie jechał po ten alkohol,
pogubił te pieniądze gdzieś po na mieście,
a to była mała miejscowość.
Wiesz, też generalnie wszyscy wiedzieli,
że ja z takiej rodziny jestem,
że mój ojciec pije.
W mniejszych miejscowościach jest tak,
że nie ma tej rozproszonej
odpowiedzialności,
jakby każdy o sobie wie dużo, tak?
Więc też dostawałem informacje ze strony
kolegów, że widzieli mojego ojca,
jak tutaj pił, gdzieś w lesie.
czy gdzieś pił za garażami,
więc z tego typu komentarzami też się
musiałem zmagać w dzieciństwie.
Ale wracając jeszcze do tej sytuacji,
to właśnie ja później ze starszą siostrą,
bo do tego nas, że tak powiem,
zaangażowała moja mama,
to później chodziliśmy po mieście i
szukaliśmy o dwudziestej, drugiej,
trzydzieści tych pieniędzy po prostu po
ciemku i to, co nam się udało zebrać,
to co pogubił, to zebraliśmy,
no a reszty pieniędzy się nie udało jakby
odzyskać.
To są takie, też taka jedna z sytuacji,
tych sytuacji oczywiście było więcej,
Tutaj też nie chcę przytaczać każdej
sytuacji przemocy,
bo tej przemocy było naprawdę bardzo dużo
ze strony ojca.
I też sposób, w jaki, że tak powiem,
zadawał ból fizyczny,
wykręcanie rąk na przykład,
ściskanie gdzieś tu za uszami,
no był taki dość mocno sadystyczny.
I to nawet też uważam,
że nie chodzi o to,
że dziecko po prostu jest bite,
tylko też jest bardzo ważne,
w jaki sposób jest bite, tak?
No bo to też gdzieś zostaje, niestety,
w pamięci.
i u mnie w pamięci gdzieś to właśnie
zostało, tego typu właśnie sposoby,
typu wykręcanie rąk,
ściskanie za uszami i to mnie po prostu
bolało, więc też to zapamiętałem.
Z takich jeszcze innych sytuacji...
Myśmy mieli się, Marcin,
zatrzymać przy tym,
tak jak ty opowiadasz o tym,
co robił ojciec,
właściwie jak on ciebie traktował,
to co ty czułeś do niego jako dziecko,
jako ten nastolatek?
To, co czułem, to na pewno strach,
bo się bałem jego fizyczności, jego,
że tak powiem, siły,
bo jednak potrafił uderzyć, a to był,
mówiąc kolokwialnie, kawał mężczyzny.
Ale z czasem zobaczyłem czuć taką
nienawiść.
Ja nie miałem jakichś pozytywnych uczuć w
stosunku do ojca,
no już teraz na dzień dzisiejszy nie mam
kontaktu z rodzicami,
mam tylko taki kontakt formalny,
bo wiem co tam się dzieje ze zdrowiem
ojca,
jak trzeba to gdzieś tam staram się
pomagać na przykład finansowo,
ale nie zbudowałem przez całe życie,
teraz i dorosłe i wcześniej,
nie zbudowałem żadnej relacji ze swoim
ojcem,
więc nie mam do niego żadnych pozytywnych
uczuć.
Na tamten moment to czułem taką też złość
do niego, bezsilność,
bezradność i nawet taki wstyd,
bo się wstydziłem w pewnym momencie
swojego ojca,
że jestem zaczepiany przez swoich kolegów,
rówieśników,
czy znajomych z klasy i właśnie,
którzy mi mówili,
gdzie mój ojciec i z kim tam sobie
pił.
To nie było nic fajnego, nic miłego,
nic przyjemnego, żeby słuchać o tym,
że twój ojciec zamiast zajmować się
wychowaniem dzieci,
czy spędzaniem z nimi czasu,
po prostu woli spędzać ten czas w zupełnie
inny sposób.
Po prostu tutaj alkohol, że tak mówiąc,
kolekcjalnie wygrał,
I to było silniejsze od niego.
Dzisiaj wiem,
jakie są mechanizmy uzależnienia,
jak to działa.
Też rodzicom swoim wybaczyłem.
Aczkolwiek takie rzeczy uważam,
że zawsze gdzieś tam w człowieku zostaną i
mogą mnie boleć w mniejszym lub większym
stopniu.
Z takich uczuć, jakie jeszcze czułem,
to przede wszystkim czułem smutek.
Ja czułem się,
jakbym się wychował w ogóle bez ojca.
Więc to też było takie przykre
doświadczenie, bo jednak dziecko,
zwłaszcza też syn,
też potrzebuje wzorców męskich.
Ja tych wzorców kompletnie nie miałem w
rodzinie.
Dużo było takich emocji też,
tak jak mówię, złość,
gdzieś tam gniew i w pewnym momencie
pojawiła się taka nienawiść.
No teraz wiadomo,
że to już jest taka bardziej obojętność,
mogę powiedzieć szczerze,
bo tej relacji z ojcem nie zbudowałem tej
więzi i jakby też pogodziłem się z tym
i na pewnym etapie swojego życia
zaakceptowałem to,
że tej relacji z ojcem nigdy nie będę
miał i nic jakby, że tak powiem,
tego nie przewróci.
Rozumiem,
że to też taki brak szacunku do ojca,
do tego kim jest, co robi.
No szczerze, szczerze powiem, że tak,
że jakby no ja przestałem mieć jakikolwiek
szacunek do ojca,
skoro też nie miał szacunku do własnych
dzieci,
no bo naruszanie nieruchomości cielesnej w
taki dość powiedzmy sadystyczny sposób,
to też jest jakby wyrazem braku
jakiegokolwiek szacunku do dzieci, tak,
do ich poczucia bezpieczeństwa,
więc no takiego szacunku, jak mówisz,
to nie miałem do ojca.
I zaczęliśmy mówić o tym,
że w wieku czternastu lat pojawiła się ta
pierwsza wizyta u psychologa,
gdzie mówisz o tym,
że też tam się pojawiły takie myśli o
śmierci.
Właściwie z czym był ten czternastolatek
wtedy?
W jakim on stanie był,
jakbyś miał o tym opowiedzieć?
No przede wszystkim ja wtedy byłem bardzo
zagubiony, czułem się samotny,
nierozumiany też przez innych i ogólnie
przez świat.
Miałem takie przeświadczenie,
że cały świat jest przeciwko mnie.
Też mogę powiedzieć,
że byłem takim dość introwertykiem,
taką osobą introwertyczną w klasie.
Też nie miałem za wielu znajomych,
miałem tam pojedynczych przyjaciół i też
byłem takim trochę outsiderem w tej
grupie.
Ja też nie zbudowałem takiej relacji,
więc to też u mnie tak pogłębiało takie
poczucie odmienności,
czułem się po prostu zupełnie inny,
że ja nie pasuję tego środowiska,
że inne moje osoby bliskie gdzieś tam,
czy właśnie znajomi,
czy rówieśnicy z klasy gdzieś się
integrują ze sobą,
korzystają z tego okresu takiego
młodzieńczego,
a ja przeżywałem tak naprawdę problemy,
które mają dorośli ludzie,
bo mają żadne dziecko, nie jest gotowe,
że przeżywać takie
takie traumatyczne doświadczenia w życiu,
czy przemoc, alkoholizm,
zaniedbanie emocjonalne,
więc czułem się taki po prostu też
odrzucony, nie mówię, że przez środowisko,
bo ja też sam nie miałem takich
umiejętności społecznych,
żeby się w nim integrować,
ale czułem się odrzucony i nieakceptowany
przez własnych rodziców.
Więc to był taki okres,
kiedy właśnie narastało we mnie różne
takie uczucia, które doprowadziło do tego,
że moje życie przestało mieć dla mnie
sens.
Więc uważam,
że jak już dziecko w wieku czternastu lat
myśli o śmierci,
tak pierwszy raz tak porządnie,
no pamiętam,
że na początku to była tylko taka myśl
przelotna, ona z czasem zaczęła eskalować.
I też z czasem to doprowadziło,
że od szesnastego roku życia zacząłem brać
leki na depresję,
to i tak koniec końców później skończyło
się w wieku dziewiętnastu lat próbą
odebrania sobie życia i pobytem w szpitalu
psychiatrycznym na okres trzech miesięcy.
Więc naprawdę wtedy postupem totalnie
zagubiony,
już na tamtym etapie nie widziałem dalej
sensu tego wszystkiego i nie miałem żadnej
nadziei, że coś się może zmienić,
że coś się może zmienić na lepsze,
że z tej sytuacji da się wyjść.
Ja nie miałem też takich możliwości,
takich środków zaradczych,
żeby jakoś się temu przeciwstawić.
Co mogłem, to robiłem, że opowiadałem
o tym gdzieś tam innej osobom z rodziny.
Też jak zaczęło się mocno eskalować to
zjawisko przemocy ze strony ojca,
to po prostu wzywałem z siostrami policję
i dzięki temu mieliśmy chociaż niebieską
kartę założoną,
więc jakiś tam nadzór za naszą rodziną
był.
Później na podstawie tego
mieliśmy nadzór kuratora społecznego i
kurator społeczny po roku złożył wniosek
do sądu i przejął nadzór na naszą rodziną,
przejął kurator sądowy rodzinny.
Mieliśmy też sprawę w sądzie, to pamiętam,
że tylko piętnastu razy zeznawałem
przeciwko swoim rodzicom i to też jest
trudne doświadczenie,
bo czułem się trochę momentami jak
zdrajca,
że jednak występuję przeciwko własnym
rodzicom,
ale ja zawsze miałem w sobie takie
poczucie, że uważam,
że prawda jest bardzo ważnym czynnikiem i
szczerość i że to właśnie kiedyś może
pomóc drugiemu człowiekowi,
więc gdzieś tam to jest dla mnie bardzo
ważna wartość.
I to się właśnie skończyło,
że mieliśmy nadzór kuratora sądowego i
pani kurator sądowa jako pierwsza
stwierdziła,
że tutaj psycholog może nie być dobrym
pomysłem i skierowała właśnie mnie do
poradni dla osób uzależnionych i
spółuzależniących alkoholu w Świdnicy i
tam chodziłem do poradni.
No więc tak to mniej więcej wyglądało.
Czyli właściwie w tym czasie,
kiedy ty pierwszy raz skorzystałeś też z
pomocy psychologicznej,
to jak właściwie ty tam trafiłeś?
No bo czternastolatek, wyobrażam sobie,
może czuć potrzebę pomocy, tego,
że potrzebuje tej pomocy,
ale jednocześnie bez tej dorosłej osoby
Trudno się tam je znaleźć dziecku.
Kto pomógł Tobie w ogóle w tym,
że Ty tam trafiłeś?
No to było tak,
że miałem mocny konflikt z mamą,
z tą osobą,
która nie piła w mojej rodzinie i ona
pod wpływem emocji stwierdziła,
że mi jest potrzebny pedagog szkolny i
skierowała mnie do pedagoga szkolnego.
Zacząłem tam chodzić przez trzy miesiące i
pani pedagog szkolna po wysłuchaniu tego,
co się u mnie dzieje w rodzinie,
w domu, stwierdziła,
że ona tutaj nic nie jest w stanie
poradzić, pomóc i właśnie zasugerowała,
że jest psycholog w Świnicy,
do którego mogę chodzić.
No i tam chodziłem jakby przez rok.
Więc jakby to było poprzez zaangażowanie
pedagoga szkolnego.
Więc jakby też szkoła wiedziała o tym,
jakie mam trudności i tak dalej,
bo też ojciec przychodzi pod wpływem
alkoholu na zabrania,
To też było takim kolejnym czynnikiem dla
mnie do wstydu.
My też jako rodzeństwo,
jako dzieci też nie chcieliśmy,
żeby ojciec chodził na te zebrania pod
wpływem alkoholu,
ale też było tyle dzieci,
że rodzice po prostu się dzielili.
Mama chodziła do części dzieci,
a do innych na zebraniach chodził ojciec.
Więc tak to właśnie się potoczyło,
że trafiłem i uważam,
że trafiłem bardzo wcześnie na pomoc.
I też jestem bardzo wdzięczny osobom,
które mi pomagały, osobom,
z którymi miałem terapię,
psychoterapeutom, psychologom,
że każdy z nich po prostu wniósł jakąś
wartość do mojego życia.
i dał nadzieję,
że z takiej sytuacji można wyjść.
Uważam,
że trafiłem po prostu w odpowiednim
momencie,
w odpowiednim momencie swojego życia na
odpowiednich ludzi,
którzy potrafili mi pomóc,
bo na dzień dzisiejszy nie wiem,
jak wyglądało zupełnie moje życie w wieku,
powiedzmy tam, trzydziestu jeden lat,
gdybym nie trafił odpowiednio wcześniej po
taką opiekę i po pomoc psychologiczną.
Czyli rozumiem Marcin, że ty nie dość,
że doświadczałeś przemocy ze strony taty,
to nie miałeś też wsparcia w mamie?
Powiem tak,
jako dziecko od tego wsparcia za wiele nie
było.
Oczywiście z perspektywy czasu ja i mojej
siostry jesteśmy wdzięczni mamie,
że ona nie piła i starała się,
że tak mówię,
skolokwialnie trzymać to wszystko w
ryzach, w kupie.
Aczkolwiek jako osoba mocno
współzależniona od pijącego męża,
też potrafiła pewne rzeczy przelewać na
swoje dzieci, jakieś frustracje.
Też zdarzało się,
że mama też stosowała obecna przemoc
fizyczną, bardziej psychiczną,
emocjonalną, ale też jej się zdarzyło.
To też nie jest tak,
że ja dzisiaj mam wielkie pretensje i żal
do swoich rodziców,
bo na pewnym etapie życia im wybaczyłem i
jakby im to zakomunikowałem wprost,
że nie mam do nich pretensji.
Ale to, że wybaczyłem, to nie znaczy,
że chcemy mieć z nimi kontakt,
bo to jest indywidualna kwestia i uważam,
że każdy z nas może takie decyzje dojrzeć,
że chcąc zadbać w pełni o swoje poczucie
takiego bezpieczeństwa i spokoju w
dorosłym życiu,
to że czasami pewne relacje mogą w tym
no niestety przeszkadzać.
Więc uważam,
że mama postarała się robić co mogła,
żebyśmy mieli co jeść i tak dalej.
Zdarzały się momenty,
kiedy faktycznie tych pieniędzy w ogóle
nie było,
kiedy nie mieliśmy robione żadnej wigilii,
kiedy głodowaliśmy.
Wczoraj też mama nas może bardziej lub
mniej świadomie angażowała w to,
żebyśmy pożyczali pieniądze od swoich
kolegów i tak dalej.
Też było dla nas takie krępujące,
że ja się będę pytał kolegi,
czy ma pożyczyć pieniądze na przykład,
czy jego rodzice pożyczą.
To też było trochę niefajne ze strony
strony mojej mamy, uważam,
że zrobiła wszystko co w jej mocy tak
naprawdę i że te krzywdy,
które tam wyrządziła,
to bardziej wynikały z jakichś jej
nieprzepracowanych rzeczy i z jej
współuzależnienia niż z takiej
świadomości.
Więc też staramy się, ja się staram,
jakby starać się też,
staram się mamę rozumieć w tej sytuacji.
Wiem,
że też nie miała łatwo z piątką dzieci
łącznie i z uzależnionym od alkoholu
mężem,
bo żadnego wsparcia nie miała i czuła się
pewnie z tym sama.
aczkolwiek uważam,
że też swoje błędy wychowawcze popełniła,
więc też z drugiej strony nie chce po
prostu swoje mamy usprawiedliwiać.
W każdym razie też jej pewne rzeczy
zawdzięczam, bo był taki okres właśnie,
kiedy wróciłem ze szpitala
psychiatrycznego i nie chciałem zupełnie
iść na studia i tak dalej.
Po prostu nie miałem siły,
żeby po tym wszystkim jeszcze się uczyć,
przygotowywać do matury,
ale mnie na tyle zmotywowało,
że tej matury podszedłem.
Na szczęście było dość łatwo,
zwłaszcza z matematyki.
Zdałem tą maturę, wyjechałem na studia,
no i od trzynastu lat mieszkam we
Wrocławiu i uważam,
że to bardzo mocno zmieniło moje życie,
ten właśnie moment wyjazdu z rodzinnego
miasta.
To może jakbyśmy się zatrzymali w tym
momencie, w którym ty mówisz,
że rozumiem ta depresja jeszcze bardziej
się rozwinęła,
że myśli samobójcze nasiliły się do
takiego stopnia, że słyszę,
że miałeś próbę i trafiłeś,
rozumiem w związku z tą próbą,
do szpitala psychiatrycznego.
Tak.
I jakbyś miała podzielić się właściwie
tym,
jak ty wspominasz ten pobyt w szpitalu
psychiatrycznym,
bo szpital psychiatryczny bardzo często
się dosyć źle kojarzy.
I nawet jeżeli ktoś dosyć mocno potrzebuje
pomocy,
to bardzo często jest to w ogóle ostatnia
myśl o tym,
że ja mogę skorzystać z tego wsparcia w
takim miejscu.
Więc jakbyś miał powiedzieć,
jak ty wspominasz ten czas, szczególnie,
że miałeś dziewiętnaście lat,
więc tak sobie myślę,
że to jeszcze taki młody wiek na takie
doświadczenia.
Najbardziej młody wiek,
ja tam byłem najmłodszy na oddziale,
tam były same osoby dorosłe,
no i ja dziewiętnastolatek,
którego znikąd po prostu przywieźli i na
pierwsze trzy dni daje do sali
obserwacyjnej,
gdzie po prostu był monitoring,
dlatego żeby sprawdzić,
jak to funkcjonuje w relacji z pacjentami,
czy nie jestem agresywny, czy nie mam...
jakichś takich zaburzeń psychotycznych.
Generalnie jakkolwiek to zabrzmi,
ale nie wspominam tego okresu najgorzej.
Raz,
że oderwałem się z tego środowiska
rodzinnego.
Dwa, że byłem pod taką stałą opieką.
Tam też był psycholog dostępny trzy razy w
tygodniu.
No to też oczywiście troszkę może dla
zabicia czasu.
Tam się chodziło.
Bo za wiele zajęć w tym szpitalu
psychiatrycznym to nie było.
Aczkolwiek to też mi dużo dały te rozmowy,
bo zacząłem sobie właśnie bardziej
bardziej uświadamiać,
z czym tak naprawdę mierzyłem się do tej
pory w swoim życiu nastoletnim.
I wtedy dopiero po raz pierwszy trafiłem
na pojęcie syndromu DDA.
Więc to też trochę pomogło mi,
żeby bardziej zrozumieć, że to,
co się działo w moim życiu,
w moim dzieciństwie,
jak to wpływa na moje obecne życie i
jak to może jeszcze w przyszłości,
powiedzmy, eskalować.
Więc też trzeba mieć tego świadomość.
Generalnie tam terapia polegała na tym,
że miałam normalnie właśnie spotkania z
panią psycholog,
były jakieś zajęcia ogólne, takie grupowe,
z jakiejś biblioterapii,
czy jakieś takie bardziej,
które pobudzały poznawczo,
żeby tam też po prostu osoby,
które jeszcze przebywają,
żeby trochę miały takie aktywności.
Też oczywiście to był oddział zamknięty,
więc żadnego wyjścia nie było i tak dalej,
więc żadnych spacerów wspólnych,
nic takiego.
Pamiętam, że pierwsze co to oczywiście,
jak trafiłem tam do szpitala,
to wyciągnęli mi zewsząd sznurówki z
butów, z jakichś pasek od spodni,
wszystko.
No wiadomo,
jakby to jest procedura bezpieczeństwa,
żeby gdzieś tam pasja nie próbowała się na
tym powiesić, wiadomo,
tak odebrać sobie życie.
Tak samo wszędzie nie było klamek,
wszystkie klamki były po prostu wkładane
do okien.
Jak ktoś przychodził okno otwierać,
to sanitariusze po prostu dodawali klamki,
otwierało się to okno,
więc sala była monitorowana,
jedna szpitalna, taka sześcioosobowa.
też przejdzieły monitoring,
tam było kilku sanitariuszy na oddziele,
więc oni cały czas jakby interweniowali,
jakby coś się działo,
więc jakby procedura bezpieczeństwa była
naprawdę wysoka, tak.
Dużo tam też osób z tego wspamiętam,
to było właśnie też na zaburzenia
depresyjne,
z różnych okolic właśnie Dolnego Śląska i
okolic mojego rodzinnego miasta.
Też pamiętam taką sytuację,
w której mogę powiedzieć,
że była tam osoba z Jaworzyny Śląskiej,
czyli z mojego rodzinnego miasta,
która znała mojego ojca.
No jak dowiedziała się kim ja jestem,
to pamiętam jedno zdanie,
które odkrwiało mi w pamięć, no to mówił,
że no,
no to my z Rysiem niejedno piwko razem
wypiliśmy.
No i już się troszkę we mnie zagotowało,
bo tak na dzień dobry taki komunikat
miałem,
ale oczywiście tam nie doszło w mojej
słowie do jakichś przejawów agresji,
nie podał się ten komentarz,
ale po prostu przełknąłem to,
bo ja nie mam na to wpływu z
kim i gdzie mój ojciec postąpił.
W ogóle nie mówię,
wspominam to jako całkiem dobry okres,
dlatego że to, właśnie ta sytuacja,
ten pobyt w tym zakładzie psychiatrycznym,
uważam,
że mnie zmieniło o sto osiemdziesiąt
stopni,
że stałem się bardziej odporny psychicznie
na pewne rzeczy i że zacząłem po prostu
bardziej starać się dostrzegać i być
wdzięczny za to,
co do tej pory udało mi się,
że tak powiem, osiągnąć.
bo uważam,
że miałem bardzo trudny start w życie,
a z perspektywy czasu uważam,
że pobyt w szpitalu psychiatrycznym dał mi
tyle, że się wyciszyłem,
że zakończyła się leczenie mojej depresji,
bo tak jak trafiłem tam do szpitala,
to mi od razu lekarz prowadzący czy
organizował wywiad,
wypytywał wszystko szczegółowo i zmienił
mi też leki.
Okazało się,
że leki też nie do końca dobrze były
na mnie dobrane i ten mozarin,
który brałem,
no niestety inaczej na mnie działał.
Później zacząłem brać aserty w szpitalu
psychiatrycznym
i miałem zupełnie inne odczucia,
więc te leki też zostały po prostu
zmienione i czułem się po prostu po nich
lepiej.
Co ciekawe,
miałem też wieloletnią przyjaźń z jedną
osobą, która tam też trafiła,
z takim Tomkiem starszym.
On też tam trafił z powodu,
może nie do konieczności depresji,
ale tam z innego powodu,
aczkolwiek też się tam zaprzyjaźniliśmy i
później z sobą mieliśmy przez wiele lat
jeszcze kontakt,
zanim gdzieś tam wyjechał.
Więc to też była właśnie okazja,
żeby poznać kogoś,
jakoś może przyjaźń znawiać.
To też jest taki element wspierający w
całym tym procesie terapii,
w całym tym prostu pobycie,
bo naprawdę czuliśmy się ze sobą dobrze i
tam pamiętam,
że miałem też fajny kontakt z niektórymi
osobami.
więc tam też była możliwość,
że rozwijam swoje kompetencje społeczne,
więc zawsze staram się w takich sytuacji
też wyciągać jakieś wnioski,
bo nie mogę powiedzieć,
że ten pobyt w zakładzie psychiatrycznym
był dla mnie traumatyczny, bo nie był.
Ja wspominam go notabene jako taki lepszy
czas niż to, co się działo w domu,
jakkolwiek to zabrzmi.
Bo w zasadzie trafiłeś tam w związku z
tym, że podjąłeś próbę samobójczą.
Jakbyś miała powiedzieć, Marcin,
co to jest za moment,
w którym właściwie człowiek chce sobie
odebrać życie, bo rozumiem, uważa,
że jest już za trudno,
to życie już nie jest warte mojego życia.
Co to dla Ciebie był za moment?
Dla mnie ten moment oznaczał po prostu
koniec, że już nic się nie zmieni,
że ta sytuacja się nie zmieni,
że nigdy nie ułożę sobie życia i dla
mnie po prostu to było podjęcie decyzji,
zebranie się na odwagę i podjęcie takiej
próby.
Opowiem o szczegółach,
jak to dokładnie wyglądało,
bo to było tak,
że wtedy właśnie brałem leki na depresję,
pojechałem do psychiatry po receptę,
tam mówiłem panu psychiatrze,
że jest wszystko super, że jest lepiej,
że czuję się fajnie,
oczywiście tylko po to, żeby uzyskać leki.
No oczywiście zakupiłem alkohol,
no i byłem gotowy te przedawkować.
Po prostu te leki, popić alkoholem,
gdzieś tam pójść do lasu i czekać po
prostu na śmierć.
Taką miałem wizję, bo powiem szczerze,
że najgorsze w tym wszystkim,
chyba w tej całej depresji,
to są właśnie te myśli samobójcze.
Że nawet jak coś się pozytywnego dzieje,
dostanę jakąś czwórkę z Polskiego,
czy coś tam się fajnego wydarzy,
no to i tak to nie ma najmniejszego
znaczenia w całym tym, powiedzmy,
jestestwie.
Więc to nie wpłynie na to,
że ja zmienię decyzję i nie będę chciał
zabrać sobie życia.
I te myśli są takie po prostu bardzo
męczące i wyczerpujące.
Bo pamiętam,
szedłem na spacer gdzieś do lasu,
zastanawiałem się,
na którym drzewie powiesić,
albo czy zrobić to po prostu,
że się wrócić pod pociąg, albo że,
nie wiem, gdzieś skoczyć do wody, albo,
nie wiem,
komuś pod samochód po prostu wyskoczyć
nagle.
Więc sam ten proces takiej kalkulacji,
takiego podejmowania decyzji,
w jaki sposób to skończyć,
po prostu jest bardzo męczący,
bardzo wyczerpujący.
Ale wracając do głównego wątku,
no dla mnie nie było w ogóle żadnego
wyjścia, no i właśnie tak jak mówię,
zrobiłem tak, że wykupiłem te leki,
wykupiłem alkohol,
i stwierdziłem, że to ze sobą skończę,
ale jeszcze chciałem się pożegnać ze swoim
psychoterapeutą.
Więc najpierw, pamiętam, to był wtorek,
miałem z nim wizytę i poszedłem się,
że tak powiem, nie pożegnać,
tylko że ja tam otwarcie mówiłem,
że sobie odbiorę życie i tak dalej,
że już nie wytrzymuję.
No i pamiętam,
że to było bardzo długie spotkanie,
bo to było spotkanie dwugodzinne
praktycznie,
ale nic nie wzbudziło moich podejrzeń,
ale w trakcie tego spotkania,
tej sesji terapeutycznej,
bo to była normalnie sesja,
To psychoterapeuta wychodził ze swojego
gabinetu co jakiś czas i wraca, mówił,
że to toalety idzie,
a to coś i w ogóle nic nie
wzbudziło moich podejrzeń i w końcu za
któryś razem wszedł z pracownikami
pogotowia ratunkowego.
No i oni mnie właśnie przetransportowali
do szpitala psychiatrycznego.
Uważam, że gdyby nie to,
to by mnie dzisiaj nie było,
byśmy tutaj nie rozmawiali,
więc taka jest prawda,
że mój psychoterapeuta ratował mi życie.
A jakbyś miał powiedzieć właściwie,
co sprawiło, że tą osobą,
z którą ty chciałeś się pożegnać,
której właściwie otwarcie o tym
powiedziałeś, był psychoterapeuta,
a rozumiem nikt poza tą osobą?
No nikt.
Tam jeszcze napisałem list pożegnalny do
przyjaciółki,
którego normalnie wysłałem ten list,
ale poza tym się z nikim,
że tak powiem, nie pożegnałem.
I właśnie dlaczego akurat brałem jego,
no bo to była osoba,
z którą miałem terapię przez pięć lat,
tak, odkąd skończyłem pobyt,
raczej skończyłem chodzić do psychologa
przez ten rok,
później właśnie zacząłem chodzić do
psychoterapeuty,
to praktycznie u niego pięć lat spędziłem
w gabinecie, raz w tygodniu chodziłem,
jak były jakieś trudniejsze u mnie momenty
w życiu, to było dwa razy w tygodniu,
naprawdę okazało mi bardzo dużo wsparcia,
dużo zrozumiałem,
dużo też sobie przepracowałem na tej
terapii tak naprawdę, tej pięcioletniej,
Więc to była taka dla mnie podstawa i
to była osoba,
o której mogę po prostu w stu procentach
zaufać.
Nie wiem,
czy to na dzień dzisiejszy było takie
wołanie o pomoc z mojej strony,
że jednak zdecydowałem się do niego pójść,
aczkolwiek czułem taką wewnętrzną
potrzebę, żeby się z nim pożegnać,
chociażby przez szacunek do tej osoby,
że przez tyle lat prowadziła ze mną
terapię i po prostu mi bardzo,
bardzo pomogła, za co jestem wdzięczny.
I zdarzyło się też często,
że jak już wyjechałem do Wrocławia,
że go odwiedzałem,
więc naprawdę do dzisiaj mamy kontakt ze
sobą.
Rozumiem,
że powstała taka relacja między tobą a tym
psychoterapeutą.
To był mężczyzna?
Tak, to był mężczyzna.
która sprawiła, że Ty wewnętrznie czułeś,
że z tą osobą,
być może właśnie w związku z tą relacją,
która się zbudowała, chce się pożegnać,
a jednocześnie to mogło uratować Ci życie,
bo pojawiła się reakcja za tymi Twoimi
słowami.
No tak, no to jak mówiłem, to osoba,
w której w pełni ufałem i byłem wdzięczny.
Nie mogę też powiedzieć,
że to był dla mnie, że tak powiem,
ojciec, bo wiadomo, tutaj nie chodzi o to,
żeby jakaś była parentyfikacja z mojej
strony,
aczkolwiek naprawdę bardzo dużo mu
zawdzięczam.
I też po prostu tak poza tym prywatnie
się trochę polubiliśmy, tak jak mówię,
mamy dzisiaj jakiś tam kontakt,
więc uważam, że to była osoba naprawdę,
której bardzo dużo zawdzięczam na ten
moment i zawdzięczam do dzisiaj.
W tym momencie, wyobrażam sobie,
mogą się pojawiać takie pytania u osób,
które będą słuchały nas.
Jak to możliwe,
że przez pięć lat chodzenia na terapię
Twój stan właściwie się, rozumiem,
pogarszał, a nie polepszał,
to być może jakbyśmy mieli spróbować
odpowiedzieć na to pytanie,
jak ty to rozumiesz, czemu tak się działo?
No tutaj biorę pod uwagę dużo bardzo
czynników.
Po pierwsze,
że sytuacja w domu eskalowała cały czas.
To też nie jest takie łatwe,
kiedy idziesz do gabinetu psychoterapeuty,
na pewne rzeczy rozmawiacie,
stara się coś wyciągnąć z tego dla siebie,
a wracasz do tego samego środowiska,
gdzie jest jeszcze gorzej.
Jest bardzo trudno to w ogóle,
że tak powiem, wdrożyć to w działanie.
Więc dużo rzeczy się wydarzyło po drodze,
jeszcze ta sprawa w sądzie,
Ojciec jeszcze był dwa razy na leczeniu
odwykłowym.
Za pierwszym razem jak wrócił,
to przez trzy tygodnie otrzymywał
akcynencję.
Za drugim razem już tego samego dnia,
co wracał, to w pociągu pił piwo.
Więc po prostu ciężko na podstawie takich
doświadczeń, takich sytuacji wnioskować,
że może być lepiej.
No bo skoro dwie terapie nie pomogły ojcu
wyjść z uzależnienia, sytuacja eskaluje.
Konflikty między mną a ojcem eskalowały
też do tego stopnia,
że my się tam po prostu biliśmy.
To nie było tak, że on mnie bił,
ja się broniłem, tylko momentami było tak,
że ja też startowałem, tak powiem,
mówiąc kolokwialnie, do ojca do bicia.
Że się broniłeś.
Tak, też można powiedzieć,
że tu się bardzo dobrze sprawdza ta
maksyma, że ofiara staje się katem.
Momentami tak się trochę czułem,
że to ja byłem tą osobą bardziej agresywną
w rodzinie w stosunku do ojca,
a nie ojciec do mnie,
więc to też musiałem, że tak powiem,
przepracować i to właśnie zrobiłem w tej
pierwszej terapii.
Tą agresję w stosunku do ojca, te emocje,
udało się na tyle przepracować,
że w pewnym momencie stwierdziłem,
że oddając mu kolokwialnie ojcu za to,
co mi wyrządził w dzieciństwie,
bo tak uważałem, że mam prawo się bronić,
i miałem takie poczucie,
że chciałbym może nie tyle odegrać się,
co taką miałem potrzebę jakby
zadośćuczynienia z jego strony.
Więc w końcu sobie uzmysłowiłem,
że to dla mnie się może źle skończyć
niż dla niego, no bo jakby ta siła,
przewaga tej siły fizycznej później się
zmieniała.
To ja byłem tą osobą bardziej fizyczną,
bardziej silniejszą i koniec końców mogło
być tak, że mogłem go gdzieś tam uderzyć,
zrobić mu krzywdę i to miałbym problem.
Nie on.
Mimo że pił,
mimo że była niebieska karta założona,
mimo że tam policja była wzywana,
no to ja bym miał problem i nie
wiem, jak by to wyglądało dzisiaj.
Dlatego to jest bardzo zasadne pytanie i
uważam, że słuszne,
bo pięć lat to jest bardzo długi okres,
aczkolwiek trzeba mieć pod uwagę,
że jeśli osoba po takiej terapii wraca
znowu do tego środowiska rodzinnego,
no to te efekty terapii mogą być
trudniejsze do wdrożenia, te zalecenia,
które gdzieś tam staramy się wyciągnąć z
terapii.
Zrobiłem bardzo duży kawał pracy nad sobą,
nad poczuciem własnej wartości,
nad otwartością do ludzi,
bo też wspomniałem,
że w klasie byłem taką osobą bardziej
introwertyczną i zastanawiałem się na
pewnym etapie swojego życia,
czy to jest tak,
że jestem takim introwertykiem,
czy po prostu problemy, które mam,
mnie na tyle przytłaczają,
że nie jestem w stanie rozwinąć swoich
skrzydeł.
No i się okazało prawdą to drugie
stwierdzenie, że to było tak,
że jednak to wszystko co doświadczyłem w
dzieciństwie na tyle mnie przytoczało,
że po prostu nie byłem w stanie się
skupić na budowaniu relacji bliskich.
Nie potrafiłem tego robić, tak?
Bo ogólnie budowania relacji z ludźmi.
Dopiero na studiach zacząłem się bardziej
otwierać i poznałem samego siebie,
więc to był naprawdę super okres w moim
życiu.
bo poznawałem samego siebie i czułem
jakbym po prostu odkrywał siebie na nowo i
się okazało,
że jednak potrafię być zabawny,
że mam poczucie humoru,
że potrafię być otwarty,
że potrafię poznawać nowych ludzi,
potrafię rozmawiać, mam swoje pasje,
mam swoje aktywności,
więc to nie jest tak,
że po prostu mam taką naturę.
No więc wracając do tego tematu,
no bo tak jak mówię,
nie jest łatwo po prostu wdrażać pewne
rzeczy,
kiedy się do tego środowiska wraca.
W momencie,
kiedy wyprowadziłem się z domu,
miałem więcej przestrzeni,
więcej możliwości,
żeby te efekty terapii po prostu utrwalać.
Ja sobie wyobrażam, że to jest to,
co jest ważne, to właśnie to, co mówisz,
że ty byłeś w terapii i tam cały
czas były takie ogniska do gaszenia,
czyli pożar się cały czas pojawiał i jego
trzeba było gasić.
I wyobrażam sobie,
że ten czas pozwalał być może właśnie na
to, że te myśli samobójcze się pojawiały,
ale nawet to,
że ty mogłeś o tym porozmawiać,
że ty mogłeś o tym wspomnieć,
mogło dawać pewnego rodzaju ukojenie,
choć jednocześnie wracałeś w miejsce,
gdzie tam nie ma przerwy,
tam się cały czas dzieje i tam potrzeba
cały czas reagować.
I to, co mnie teraz zatrzymało,
to tak jak powiedziałeś,
że pojawił się taki moment,
w którym ty odważyłeś się,
ja to też tak nazwę,
przeciwstawić się ojcu,
i w jakiś sposób też jemu pokazać,
rozumiem,
że ty już więcej nie pozwolisz siebie
krzywdzić.
I jakbyś miał powiedzieć,
co to był za moment,
bo to jest często też taki ważny moment
w życiu,
w którym właśnie czuję się bezbronny,
czuję się bezradny, bezsilny, czuję,
że nie mam siły,
żeby się przeciwstawić temu człowiekowi.
I czasami to wcale nie chodzi o tężyznę
fizyczną, tylko o coś takiego,
co się pojawia w środku,
że ja już właśnie czuję,
że już więcej nie pozwolę na to.
Jakbyś miał powiedzieć o tym momencie,
który się u Ciebie pojawił,
że Ty się zacząłeś mu przeciwstawiać?
Uważam po prostu, że to był taki moment,
kiedy już było tego wszystkiego za dużo,
kiedy po prostu agresja i przemoc ze
strony ojca czasami był na porządku
dziennym.
I to nawet nie było jakiegoś konkretnego
powodu,
czasami wystarczy po prostu bodziec.
I to, co było takie znamienne,
to też często pamiętam,
jak ojciec wracał gdzieś po jakiejś
libacji alkoholowej i też to jest taki
stan niepewności właśnie,
w jakim on stanie wróci,
jak się będzie zachowywał,
taka niepewność,
nieprzewidywalność jego zachowań.
czy będzie agresywny, czy będzie spokojny,
bo pójdzie spać, no różne były sytuacje,
raz był agresywny, raz nie.
I tak uważam,
że trudniejsze momenty były po prostu
rano, kiedy on miał, że tak powiem,
zespół odstawienia, w sensie kiedy,
że miał zdrzenie rąk,
kiedy był bardzo zdenerwowany i dopóki się
nie napił,
po prostu był bardzo nieprzyjemny i też
potrafił jakby emanować.
tą agresją.
Jeśli chodzi o taki moment,
kiedy to poczułem,
to była taka kiedyś sytuacja,
że za coś dostałem od niego,
za coś mnie uderzył i tak mnie jakoś
to zabolało po prostu,
że mu oddałem po raz pierwszy,
mimo że to miałem wtedy trzynaście,
czternaście lat i wtedy po raz pierwszy
poczułem,
że już nie jestem taki bezbronny.
że to już nie jest tak,
że mam dalej poddawać się temu,
co ojciec robi i dostawać za różne powody,
a czasami nawet bez powodu,
tylko doświadczyłem czegoś takiego
właśnie, że zacząłem mieć sobie odwagę,
żeby się temu przeciwstawiać,
żeby stawiać granicę po prostu,
że już koniec narusza i mnie tylko nosi
cielesny, że sobie na więcej nie pozwolę.
No i był taki właśnie moment,
kiedy ojciec zobaczył,
że zmężniałem trochę i ta siła fizyczna
była większa, to już było tak,
że nawet czasami nie startował,
bo już się bardziej trochę powstrzymywał.
Zdarzały się oczywiście wtedy,
jak wspominałem,
to były bardziej bójki między nami.
To nie było tak,
że ojciec startował czy coś,
tylko czasami pod wpływem emocji
potrafiłem ja go pierwszy na przykład
uderzyć.
I była taka też sytuacja kiedyś,
że gdzieś tam uderzyłem go w przedramię i
pamiętam,
że miał odprysk kości na przykład i był
z tym u lekarza i gdyby się bardziej
postarał o jakąś abdukcję,
to ja bym mógł mieć z tego problem.
Więc tak to mniej więcej wyglądało.
I co jeszcze mogę powiedzieć w tej całej
sytuacji?
Uważam, że byłem trochę
Mówię z kolekcjami trochę czarną osną w
tej rodzinie, w sensie,
że ja mam wrażenie,
że tylko jakby mnie trochę zależało
bardziej na tym,
żeby sytuacja w domu się zmieniła.
No bo to ja podjąłem terapię,
to ja też zacząłem wzywać policję,
kiedy coś się działo.
Oczywiście jakby przy wsparciu siostry
mojej, to też nie jest tak,
że tylko ja wyłącznie jakby sam to
robiłem, tylko mam wrażenie,
że ja to zapoczątkowałem.
I gdybym tego nie robił,
no to w następstwie nie byłoby kuratora
rodzinnego,
nie mielibyśmy sprawy w sądzie,
która zakończyła się ograniczeniem praw
rodzicielskich.
Więc uważam, że to,
że zacząłem tylko o tym głośniej mówić,
poza powiedzmy murami mieszkania,
to sprawiło właśnie,
że dzisiaj to życie wygląda zupełnie
inaczej.
Uważam,
że każda podjęta przez mnie decyzja czy
działanie,
do czegoś prowadzi.
Każde działanie ludzkie ma jakiś sens,
ma jakieś przyczyny i skutki.
I niczego, że tak powiem, nie żałuję.
Uważam, że to była dobra decyzja,
żeby o tym mówić, bo też zdarzyło się,
że pani kurator sądowa,
jak przychodziła na wywiady środowiskowe
raz w miesiącu,
żeby nadzorować sytuację w naszej
rodzinie, to mówiła,
że jak mam taką potrzebę pogadać czy coś,
to mogę do niej przyjechać do sądu.
Więc zdarzyło się,
że parę razy po prostu pojechałem i po
prostu porozmawiałem tam.
Pamiętam, że też pojechałem parę razy,
bo dużo silne emocje były.
Więc uważam,
że gdybym wtedy o tym nie mówił tak
głośno,
no to dzisiaj sytuacja wyglądała zupełnie
inaczej.
Moja życiowa i podejrzewam,
że mojej siostry też mogłaby wyglądać
inaczej.
Czyli byłeś tą czarną owcą w rodzinie,
bo ty się przeciwstawiałeś temu,
bo ty mówiłeś głośno i rozumiem,
że gdzieś to twoim bliskim się nie
podobało, nie wiem, siostrom, mamie,
że ty wychodzisz poza
właśnie te cztery ściany domu i mówisz o
tym?
Siostrom nie, dlatego mam wrażenie,
że siostry też tego potrzebowały,
tylko nie miały w sobie odwagi,
na którą ja się zebrałem.
Ale moja mama miała bardzo dużo pretensji
do mnie.
O to, że ja chodzę do psychologa,
że ja tam ich obgaduję i tak dalej.
No jednak te zasady rodzin dysfunkcyjnych
się jakby sprawdzają.
Zasada jest nie mówić,
nie czuć i nie myśleć.
Taka triada tych zasad.
I gdzieś to właśnie w rodzinach
dysfunkcyjnych jest taki powiedzmy kanon,
poza który się nie wychodzi,
bo to oznacza zdradę rodziny.
Ja starałem się temu przeciwstawić,
no bo po prostu szukałem pomocy z
zewnątrz,
skoro w rodzinie nie mogę jej dostać,
to szukałem pomocy z zewnątrz.
Więc mama przez długi czas miała do mnie
pretensje, nawet w dorosłym życiu,
kiedy prowadzę swój profil,
czy gdzieś tam występowałem w telewizji,
opowiadałem swoją historię,
czy gdzieś tam w radio,
czy gdzieś tam jakiś post napisałem,
to też miałam pretensje,
też słyszałem dużo pretensji od mojej
matki.
Na przykład jak w zeszłym roku
nagrywaliśmy materiał dla TVN-XXIV,
który okazał się w listopadzie,
no to jak go moja mama zobaczyła,
to miała do mnie pretensje,
że ja tam mówię nieprawdę,
że ja tam ją oczerniam,
że ja tam zmyślam,
że ja w szpitalu psychiatrycznym nie
spędziłem trzech miesięcy,
tylko trzech tygodni,
więc jakby te mechanizmy są do dzisiaj,
tak, ale ja uważam, że postępuję słusznie,
że mam w tym też swoją misję,
żeby pokazać innym,
że naprawdę warto sięgać po pomoc, więc,
że tak powiem,
nie biorę słów mojej mamy na poważnie,
tak,
dla mnie to nie mają dużego znaczenia,
bo ja nie robię żadnej krzywdy,
nie oczerniam w mediach publicznych po
prostu swojej rodziny,
tylko mówię po prostu, tak powiem,
bezkompromisowo i bez żadnego takiego
lukru, powiedzmy to, instagramowego,
po prostu mówię jak było, tak,
mówię otwarcie, bo uważam,
że czasami z prawdą trzeba się po prostu
skonfrontować, bo to jest jakiś bodziec,
który zmienia po prostu myślenie i to jest
taki przyczynek do podjęcia na przykład
terapii dla kogoś.
Dlatego uważam,
że należy otwarcie o tym mówić, jak było,
bo też żyjemy w takim kraju,
a nie innym,
gdzie jednak dalej to uzależnienie od
alkoholu jest powszechnym zjawiskiem.
A jak ty rozumiesz to,
że mamie trudno jest właściwie przyjąć tą
rzeczywistość, którą ty przedstawiasz,
to o czym ty mówisz i że ona
ma pretensje do ciebie?
Ja uważam, że to bardziej,
z tego na ile poznałem swoją mamę też,
to to bardziej wynika z tego,
że zawsze moja mama bała się,
co ludzie o niej pomyślą,
co ludzie powiedzą o tym,
że żyjemy w takiej rodzinie,
że tak u nas się działo i bardziej
ona się bała takiego, nie wiem,
ostacjazmu społecznego,
takiej bardziej opinii,
więc bardziej to wynika z tego,
bo moja mama była taką osobą,
która jakby
trzymała tą tajemnicę tego,
co się działo w moim domu przed innymi.
Ona nawet swojemu rodzeństwu nie mówiła o
tym,
mimo że były jakieś imprezy
okolicznościowe kiedyś,
czy to jakaś komunia,
czy to jakieś urodziny zdarzało się,
mimo że ten był alkohol na stole,
no to zawsze pamiętam,
że matka do mnie mówiła,
tylko nic nie mów wujkowi, cioci,
że ojciec tam pije i że jest
samozależnioną, nic tam nie mów.
Więc zawsze było takie,
żebyśmy mówiąc kolokwialnie,
trzymali buzię na kłódkę,
żebyśmy o niczym nie mówili.
I mam wrażenie,
że taki mechanizm towarzyszy do dzisiaj,
mimo że ten profil prowadzę prawie pięć
lat,
mimo że już dawno dzieci są wszystkie
dorosłe, wyprowadziły się z domu,
a mimo wszystko mam wrażenie,
że najlepiej żebyśmy o niczym nie mówili i
żeby po prostu to wszystko było zamiatane
pod dywan.
Takie były mechanizmy zaprzeczania i
iluzji po prostu,
ja wiem z czego to wynikają.
z czego to wszystko wynika i mam wrażenie,
że w przypadku mojej mamy to właśnie tak
jest, że to nie chodziło o to,
że ja o tym mówię,
tylko bardziej ją interesowało to,
co ludzie powiedzą i pomyślą o niej.
A twoi rodzice nadal mieszkają razem,
oni nadal są razem?
Tak, mieszkają.
Moje psa nigdy nie byli po rozwodzie,
więc mieszkają cały czas razem.
Bo ta sytuacja jest teraz skomplikowana,
bo tam rodzice podopodają na zdrowiu,
ojciec ma obturacyjne zapalenie płuc,
matka jest po nowotworze,
więc tam sytuacja jest zdrowotna jakby
ciężka.
No i ja też mam taki kontakt z
matką bardzo formalny.
Ja nie mam żadnej więzi z rodzicami ani
emocjonalnej, ani psychicznej.
ale jakby kontakt taki mam,
powiedzmy formalny,
mam też numery poblokowane,
więc jak ktoś chce ode mnie, moja mama,
to im przekazuje na przykład siostra,
nie wiem,
na przykład potrzebuje pieniędzy na jakieś
leki czy coś,
no to na ile jestem w stanie,
to pomogę finansowo.
I na tym, że tak powiem,
moja pomoc się ogranicza,
że na więcej sobie, że tak powiem,
nie pozwolę.
Wybaczając swoim rodzicom,
tak jak powiedziałem,
ale to też nie jest tak,
że wybaczenie oznacza odbudowę relacji.
Bo można komuś wybaczyć,
nie czuć jakiegoś żalu, pretensji,
ale też dla własnego dobra psychicznego i
spokoju można nie mieć jakiejś po prostu
relacji.
A co sprawiło, że zablokowałeś rodziców,
że zdecydowałeś się na to, żeby,
rozumiem jakoś tak,
może nie uciąć ten kontakt,
bo jakiś taki
pośredni kontakt masz i ty słyszę,
wiesz co tam się dzieje,
tylko rozumiem ten bezpośredni kontakt w
jakiś sposób zablokowałeś.
To co takiego zadecydowało o tym,
że tak zrobiłeś?
No to się w sumie zaczęło od drugiej
mojej terapii,
dlatego że tam sobie świadomiłem,
że byłem przez wiele lat osobą
współuzależnioną od matki.
że nie potrafiłem stawiać granic,
że jak mama potrzebowała pogadać,
mówiąc w kolosy słowie pogadać, dlatego,
że bardziej to chodziło o kwestię takiego
wyżalania się i narzekania na ojca,
no to potrafiłem odbierać telefon o
dwudziestej trzecie, dwudziestej czwartej,
o pierwszej, nie patrząc na to,
która jest godzina,
nie potrafiłem stawiać żadnych granic i w
końcu, mówiąc kolokwialnie,
mi się przelało, bo były takie sytuacje,
kiedy po prostu rozmowa z moją matką to
był monolog.
Ona narzekała godzinami na swoje życie,
na to,
że jaka ona jest biedna, pokrzywdzona,
jaka ona ma źle z tym mężem uzależnionym,
ale rozwieść się, nie ma nikąd pomocy,
wielokrotnie narzekała na nas,
że mamy ją w dupie.
Przepraszam za wyrażenie,
ale mówię po prostu otwarcie, jak było.
I po prostu w pewnym momencie mi się,
powiem,
przelało i zacząłem te granice po prostu
stawiać też dzięki jakby terapii,
bo zrozumiałem,
że taka relacja nie prowadzi do nikąd,
bo to wyglądało tak,
że moja matka dzwoniła do mnie,
Rozmawialiśmy przez godzinę, ona mówiła,
co się u niej dzieje,
narzekała na wszystko,
później kończyła ze mną rozmawiać,
to przychodziła do kolejnego dziecka i to
samo.
I po prostu później,
jak zaczęliśmy rozmawiać ten temat z
rodzeństwem, to doszliśmy do wniosku,
że to jest po prostu jakiś schemat.
I żeby faktycznie sytuacja trochę się
zmieniła, no to musimy bardziej,
że tak powiem,
stawiać na siebie i bardziej stawiać te
granice rodzicom.
Więc od tego się wszystko zaczęło.
Kiedy stwierdziłem,
że te relacje na mnie źle oddziałują,
bo po takiej rozmowie ja byłem psychicznie
zmęczony.
Całe te wszystkie negatywne emocje mama na
mnie przelała i to później ja z tym
zostaję tak naprawdę.
To się wpływało później na jakość snu,
że po takiej rozmowie nie potrafiłem
zasnąć, bo te emocje były jakby silne.
Dlatego stwierdziłem,
że jeśli chcę mieć w życiu więcej spokoju,
to trzeba zacząć stawiać granice swoim
rodzicom.
Ja też sobie nawet tak wyobrażam,
że kiedy doświadczałeś tych rozmów z mamą,
to jest tak jakbyś ty się tam właściwie
cofał do tego domu,
jakbyś ty tam właściwie był.
No bo wyobrażam sobie,
że w tych opowieściach tyle emocji mogło
być, tyle takich sytuacji przekazanych,
Trudno nie wyobrazić sobie o co tam może
chodzić,
bo tam wystarczy jedno słowo wtedy i od
razu wszystko wiadomo,
bo znasz i ją i znasz mamę i
tatę,
więc to trudno wtedy w ogóle nie wejść
też w te uczucia i w tą historię.
No to trochę tak działa jak taki trigger,
bo to nie jest tak,
że ja mam potrzebę i gdzieś tam żyję
przeszłością i często do tych przeszłości
wracam, bo nie wracam,
to jest etap dla mnie przepracowany i
jakby zamknięty,
mam to poukładane i ja już nie czuję
potrzeby, żeby do przyszłości wracać.
Ewentualnie na potrzeby mediów
społecznościowych,
jak opowiadam swoją historię,
to gdzieś tam w takich sytuacjach,
do sytuacji pojedynczych wracam.
A każdy kontakt z matką nawiązał się z
tym,
że siłą rzeczy gdzieś tam jakieś
wspomnienia z dzieciństwa się pojawiały.
To takie po prostu było przywoływanie,
takie wyzwalacze.
Więc to nie jest tak,
że ja miałem potrzebę,
żeby gdzieś tam w tej przyszłości wracać,
tylko siłą rzeczy, tak jak wspomniałeś,
tak jak powiedziałaś,
ten kontakt z rodzicem powodował,
że gdzieś tam jakieś wspomnienia stawały
się bardziej żywe.
Czy jest taki moment w Twoim życiu,
w którym chciałbyś coś zrobić inaczej,
jakoś inaczej pokierować nim?
Uważam, że nie,
dlatego że na tamty moment,
powiedzmy w dzieciństwie czy w okresie
dorastania, nie miałem takich zasobów,
żeby podejmować inne decyzje.
Bardziej działałem w zasadzie takiego
instynktu samozachowawczego,
więc nie byłem
w pełni świadomy,
że mogę podejmować decyzje i mogę
decydować na różny sposób.
Więc ciężko mi teraz powiedzieć,
czy czegoś żałuję, bo też nie chcę,
żeby tak to zażmiało,
że czegoś żałuję w życiu, bo uważam,
że każda sytuacja czegoś uczy i z każdej
sytuacji można wyciągnąć wnioski na
przyszłość.
Czyli rozumiem,
że twoje życie dało ci też taką siłę
do tego,
żeby właściwie z tych doświadczeń czerpać,
a nie żeby one były czymś jakoś takim
zalewającym,
też wprowadzającym być może w takie
poczucie bycia ofiarą, bycie skrzywdzonym,
które właśnie odbiera nam takiej
sprawczości i też często decydowania o
tym,
czego ja chcę w swoim życiu i na
co się decyduje i co wybieram.
Jak najbardziej.
Też mam za sobą taki etap tkwienia w
roli ofiary,
ale to bardziej było w okresie pierwszej
terapii,
że po prostu czułem takie duże poczucie
krzywdy, poczucie zranienia,
takiego odrzucenia i gdzieś tam skoro ja
nie czerpałem z tych emocji,
to wpływały na moje zachowania.
Później na dalszym etapie życia po prostu
zacząłem traktować te swoje doświadczenia,
przeżycia jako właśnie źródło siła,
a nie słabości.
Bo to też pokazuje,
że mimo trudnego startu w życie można
wyjść z tego domu,
można sięgać po terapię,
można żyć bardziej świadomie,
można żyć bardziej szczęśliwie,
można budować swoje szczęście w
dorosłości.
To nie jest tak,
że tylko i wyłącznie doświadczenia z
jesieństwa nas determinują.
bo jakby na nas wpływa bardzo wiele
czynników, nie tylko przeszłość,
ale i teraźniejszość i to,
co właśnie w tej teraźniejszości robimy,
relacje międzyludzkie, jakieś pasje,
zainteresowania,
to wszystko nas kształtuje w pewien
sposób, więc też nie ma sensu,
i żeby identyfikować się tylko i wyłącznie
i kształtować swoją tożsamość tylko i
wyłącznie przez pryzma dzieciństwa.
Bo to nie jest tak,
że jak myśmy dzieciństwo straszne,
to że całe nasze życie będzie tak
wyglądać.
W dorosłym życiu na szczęście możemy
podejmować decyzje sami za siebie i to my
kreujemy w zasadzie swoją rzeczywistość.
Chciałabym jeszcze zapytać Ciebie Marcin o
taką rzecz, bo często osoby,
które wychowywały się w rodzinie,
gdzie był problem z nadużywaniem alkoholu,
mają też takie obawy,
że same się mogą uzależnić bądź wejść w
relację z osobą,
która może być uzależniona.
Czy to były jakieś takie lęki?
Być może są?
w Tobie.
Czy był taki moment,
w którym Ty też jakoś eksperymentowałeś
być może z alkoholem?
No to już jest temat taki bardziej
złożony, bo uważam,
że jeśli jakieś problemy takie największe
w dorosłym życiu,
to właśnie miałem z budowaniem takich
intymnych relacji.
Ale ja się zatrzymam,
jeśli chodzi o to eksperymentowanie.
Miałem taki okres,
gdzie sięgałem po alkohol.
Nie było to w charakterze uzależnienia,
tylko bardziej w celach towarzyskich.
Pojawiły się studia,
pojawiły się też jakieś imprezowanie,
jakieś nawiązywanie nowych relacji.
Więc zdarzało się,
że ten alkohol gdzieś był.
Ale zawsze miałem taką kontrolę,
żeby się nie upijać i miałem tego
świadomość,
do czego może prowadzić uzależnienie.
Więc miałem takie powiedzmy epizody,
można powiedzieć.
To też nie były takie epizody
uzależnieniowe,
bo nie piłem nigdy ciągiem,
tylko zdarzało się,
że po prostu co jakiś weekend tam się
zdarzało pójść na imprezę i trochę wypić.
Pamiętam,
że w liceum często właśnie gdzieś osoby
mojej klasy robiły sobie integrację,
w której ja nie uczestniczyłem.
I pamiętam,
że miałem takie dość skrajne poglądy na
temat osób, które sięgają po alkohol,
bo mnie to tak brzydziło, mogę powiedzieć,
że ja oceniałam te osoby przez temat tego,
że oni się integrują,
że oni trafią za pomocą alkoholu,
jakichś innych używek.
I naprawdę, w związku z tym,
źle ich postrzegałem.
Aczkolwiek później z czasem wyrobiłem
sobie trochę inny pogląd na to.
Ale to też nie jest tak,
że w moim życiu jest miejsce na alkohol,
bo nie,
ja praktycznie po niego nie sięgam.
Nie czuję takiej potrzeby.
mam swoje pasje, mam swój sport,
nad tym się skupiam i staram się prowadzić
aktywny i zdrowy tryb życia,
więc jakby w moim życiu nie ma miejsca
na alkohol i też nie czuję takiej
potrzeby, żeby po niego sięgać.
Są, uważam, lepsze,
bardziej konstruktywne i zdrowsze sposoby
reagowania na emocje, takie właśnie jak,
nie wiem, wspólna kawa z kimś,
jakaś rozmowa czy gdzieś właśnie jakieś
pasje, zainteresowania i uważam,
że z tego należy po prostu czerpać i
korzystać,
bo to przenosi dużo większe i lepsze
korzyści.
Marcin, bo będziemy sobie powoli kończyć,
więc gdybyś tak na koniec jeszcze
miał zobaczyć,
co chciałbyś przekazać osobom,
które nas słuchają.
Być może, tak się akurat złożyło,
że są to też młode osoby,
nastolatkowie być może,
którzy są w podobnym momencie w życiu,
w którym ty byłeś.
to co chciałbyś powiedzieć tym osobom,
które być może są w podobnym momencie,
a być może przeżyły coś podobnego jak ty?
Przede wszystkim to,
żeby się nie poddawali.
Wiem, jak to brzmi,
może trochę trywialnie, aczkolwiek uważam,
że to jest bardzo ważne,
żeby nie rezygnować z tego życia,
bo uważam, że to,
że nasze życie wygląda w danym momencie
tak, a nie inaczej, nie oznacza,
że tak już będzie zawsze.
bo moje życie też wyglądało po prostu
bardzo źle.
Ja nie widziałem dla siebie żadnej szansy
na przyszłość, a jednak tu jestem,
dzisiaj rozmawiamy, jestem po terapiach,
mam w miarę poukładane to życie i mam
przestrzeń, żeby się rozwijać,
mam przestrzeń na aktywności, na pasje,
na spotkania z ludźmi,
na prowadzenie takiego profilu,
o takiej działalności, o takiej tematyce,
więc zawsze to przekazuję i zawsze
podkreślam, że to,
że nasze życie w danym momencie wygląda
tak, a nie inaczej,
to nie znaczy,
że już tak będzie zawsze ono wyglądać.
Dużo w dorosłym życiu zależy od nas,
od tego, jakie my decyzje podejmiemy,
jakie kroki podejmiemy i co my z tym
zrobimy.
Dlatego uważam, że terapia to jest coś,
co naprawdę otwiera głowę, coś,
co daje narzędzia,
dzięki którym my możemy w przyszłości
budować trwałe relacje,
możemy budować swoje poczucie własnej
wartości, kształtować siebie.
Dlatego ja też bardzo zachęcam
żeby z niej korzystać i na koniec mogę
taką ciekawostkę opowiedzieć,
bo co roku na początku roku gdzieś
Stowarzyszenie Widzących Więcej,
a oni udostępniają informacje o tym,
że prowadzą nabór na grupy samopomocowe,
I to jest nawet, z tego co wiem,
dalej te grupy są bezpłatne.
Ja kiedyś w którymś tam roku,
nie pamiętam którym,
w styczniu udostępniłem taką informację u
siebie,
że właśnie jest prowadzony nabór i to się
okazało, jedna z osób, moich obserwatorek,
po zobaczeniu takiego postu zapisała się
do takiej grupy i na koniec tego roku
mi podziękowała,
że udostępniłem taki post,
bo dzięki temu poszła na terapię grupową i
bardzo jej to pomogło.
Co też pokazuje,
że warto przekazywać takie informacje,
że ktoś może akurat skorzysta i to może
zmienić jego życie zupełnie.
Dziękuję Ci Marcin za tą rozmowę, za to,
że w którymś momencie swojego życia
właśnie poprosiłeś o pomoc,
a tak naprawdę nawet nie poprosiłeś o tą
pomoc, a powiedziałeś o tym,
jak się czujesz i z czym jesteś.
I rozumiem, że to jest, tak słyszę,
coś co cały czas daje Ci być może
siłę,
że Ty dzieląc się swoim doświadczeniem,
tymi trudnymi,
bolesnymi rozumiem wydarzeniami,
momentami ze swojego życia,
Słyszysz być może też taki feedback od
innych, że dla kogoś to bardzo ważne,
więc rozumiem,
że to może być takie budujące i może
też zachęcające innych,
tutaj w szczególności mężczyzn do tego,
żeby
Mówić o tym, co w tobie jest,
co się z tobą dzieje, co ty czujesz,
żeby tego nie zatrzymywać dla siebie,
bo bycie z czymś samemu jest cholernie
trudne.
I na szczęście wielu jest ludzi,
którzy mogą chcieć tego po prostu
wysłuchać z czymś.
W tym momencie być może ktoś jest.
Dzięki ci wielkie.
I do usłyszenia.
Do usłyszenia.
Ta strona używa plików cookies w celu zapewnienia prawidłowego i spersonalizowanego
działania, a także w celach analitycznych. Szczegółowe informacje dotyczące sposobów
wykorzystywania plików cookies, a także informacje dotyczące możliwości ich wyłączenia
znajdziesz w Polityce Prywatności. Zaznaczając „Akceptuj wszystkie” wyrażasz dobrowolną
zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych zbieranych za pośrednictwem wszystkich plików
cookies zamieszczonych na stronie.
Preferencje plików cookie
Wykorzystanie plików cookie
Używamy plików cookie, aby zapewnić podstawowe funkcje witryny i poprawić komfort korzystania.
Aby uzyskać więcej informacji zapoznaj się z
polityką prywatności.
Niektóre z wykorzystywanych plików cookies są niezbędne do funkcjonowania Strony i
nie mogą zostać wyłączone, ponieważ umożliwiają poruszanie się po Stronie i
korzystanie z niej. Możesz zmienić ustawienia swojej przeglądarki i zablokować
niezbędne pliki cookies, jednak wówczas Strona nie będzie funkcjonowała prawidłowo.
W ramach tych plików zapisywane są również zidentyfikowane przez Ciebie ustawienia
cookies. Działanie to opieramy na prawnie uzasadnionym interesie polegającym na
obowiązku rozliczalności w zakresie posiadanych zgód na przetwarzanie danych
osobowych, odpowiednio do art. 6 ust. 1 lit. f) RODO.
Ten rodzaj plików umożliwia mierzenie ilości wizyt na Stronie i zbieranie informacji
o źródłach ruchu, dzięki czemu możemy stale poprawiać działanie Strony. Analityczne
pliki umożliwiają nam również uzyskanie informacji, które podstrony są najbardziej
popularne lub w jaki sposób Użytkownicy poruszają się po Stronie. Możesz zablokować
ten rodzaj plików, wówczas nie będziemy w stanie monitorować wydajności Strony.
Analizujemy Twoje przeglądane treści i zakupy na naszej stronie, aby dostosować
reklamy do Twoich preferencji. Dzięki temu prezentujemy tylko te reklamy, które są
dla Ciebie użyteczne i interesujące.
Więcej informacji
W przypadku jakichkolwiek pytań dotyczących naszej polityki dotyczącej plików cookie i Twoich
wyborów, proszę skontaktuj się z nami.